Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies .

Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

cokupic.pl Testy Fotografia Test Samsunga NX 1000: pół-kompaktu, pół-lustrzanki

Test Samsunga NX 1000: pół-kompaktu, pół-lustrzanki

Test

2013-10-10 08:53:08

Pewnego dnia ktoś wpadł na pomysł, by wyjąć z kompaktu obiektyw, a zamiast niego umieścić bagnet. W ten sposób powstały bezlusterkowce, do segmentu których należy testowany Samsung NX1000.

Według mnie obecność bezlusterkowców na rynku jest mniej uzasadniona niż choćby hybryd. Te ostatnie nie są jednak już produkowane, warto więc sprawdzić, jakie możliwości dają tańsze od lustrzanek cyfrówki z wymienną optyką.

Do testów otrzymaliśmy NX1000 w wersji białej wraz z kitowym obiektywem 20-50 mm. Oprócz niego i body w pudełku znalazło się miejsce także na:

  • zewnętrzną lampę błyskową,
  • miękkie etui (dlaczego tylko na samo body?),
  • instrukcje, ulotki.

Śliczny maluch

Sam aparat sprawia dobre wrażenie - użyte materiały są bardzo dobrej jakości. Całość sprawia wrażenie dużo bardziej solidnej konstrukcji niż np. Olympus E-PL1, a do tego NX1000 jest po prostu ładny i elegancki - aż chce się go brać ze sobą wychodząc z domu. Dodatkowo uwagę zwraca biały kolor, wyróżniający się spośród czarnych lustrzanek i srebrnych kompaktów.

Ułożenie przycisków na tylnej ściance jest standardowe i ergonomiczne. Chwyt poprawia wyłożone chropowatym materiałem miejsce na kciuk. Przeważającą część tylnego panelu zajmuje wyświetlacz (szerzej o nim w dalszej części tekstu).

Górna ścianka aparatu to przestrzeń zarezerwowana dla pokrętła wyboru trybu, spustu migawki, włącznika, złącza tzw. gorącej stopki (do montażu lampy błyskowej) oraz przycisku odpowiadającemu za funkcje bezprzewodowe. Baterię, kartę pamięci oraz gwint mocowania statywu tradycyjnie umieszczono w dolnej części body, z boku lokując złącza ładowania oraz HDMI.

Dołączony obiektyw to zmiennoogniskowy 20-50 mm z przysłoną od 3.5 do 5.6, który można zablokować, aby zajmował mniej miejsca (rozwiązanie znane też z innych bezlusterkowców). Oprócz pierścienia służącego do regulacji ogniskowej jest też drugi, pozwalający na ręczną zmianę ostrości lub - za pomocą funkcji iFn - zmianę podstawowych parametrów zdjęcia (przysłona, migawka, ISO itp.).

Aby zrobić zdjęcie należy włączyć aparat, zdjąć dekielek, odblokować obiektyw, odchylić lampę błyskową (jeśli potrzeba) i nacisnąć spust migawki. Dużo zachodu, zwłaszcza jeśli właśnie ucieka nam najlepszy kadr na świecie.

Gdy już wszystko jest gotowe, można wybrać tryb fotografowania. Ustawiając SMART (program automatyczny), zdajemy się na aparat, który sam dobiera właściwe parametry ekspozycji, np. makro, krajobraz, sport. Ten ostatni włącza się najczęściej, co może i by nie przeszkadzało, gdyby nie drenujący baterię ciągły autofocus. Warto więc korzystać z programów dających nam większy wpływ na ustawienia aparatu, takich jak P czy A (preselekcja przysłony).

Bardziej zaawansowani miłośnicy fotografii rozczarują się brakiem wizjera - pozostaje ekran: trzycalowy i wyraźny, choć nieco brakuje mu rozdzielczości (mimo 921 tys. punktów) i nasycenia barw (nie jest to, jak w wyższych modelach Samsunga, AMOLED, lecz zwykły LCD). Na szczęście wyświetlacz jest czytelny, chyba że patrzy się na niego w pełnym słońcu.

NX1000 leży w ręku przyzwoicie. Oczywiście nie jest to spora lustrzanka, gdzie znajdzie się miejsce na całą dłoń. Waga naszego aparatu jest na tyle niska, że bez problemu utrzymamy sprzęt trzema palcami.

Testowany Samsung jest wygodny w obsłudze. W trybach automatycznych mamy zawsze pod ręką dostęp do często używanych ustawień. W trybie manualnym bardzo przydaje się guzik iFn na obiektywie - naciskając go przełączamy się między ustawieniami ISO, migawki i przysłony (chyba, że inaczej skonfigurujemy ten przycisk), a wartości tych parametrów zmieniamy kręcąc pierścieniem ostrości. Taka funkcja to unikalny pomysł Samsunga, której konkurencja może zazdrościć. Równie wygodne jest też kółko wokół przycisków z tyłu korpusu pozwalające – podobnie jak w Canonach - na szybszą nawigację po zdjęciach i menu.

Zgodnie z najnowszymi trendami, w aparacie obecny jest przycisk łączności bezprzewodowej. Poza przesyłaniem treści na serwisy społecznościowe, pozwala on także na transfer zdjęć do telefonu. Dzięki temu możemy obejrzeć je na większym ekranie smartfona/tabletu (prześlemy tylko format JPG, co i tak nie trwa krótko). Łączność bezprzewodowa daje nam także możliwość zdalnego sterowania aparatem. Niestety, w porównaniu do pełnoklatkowego Canona 6D, jest to funkcjonalność mocno uboga i pozwalająca jedynie na zrobienie zdjęcia, podczas gdy we wspomnianej lustrzance można regulować przysłonę, ISO itp.

Meritum, czyli fotki

Pora na najważniejszą cechę tj. jakość zdjęć. Tutaj plus dla NX1000 - widać, że obiektyw ogranicza matrycę, nie odwrotnie. To zasługa zastosowania sensora o wielkości APS-C, takiej samej, jak we wszystkich popularnych Nikonach i Canonach. Można mieć zarzut do producenta o uczestnictwo w wyścigu na megapiksele i upchanie w NX1000 aż 20 Mpix, co skutkuje bardziej zaszumionymi zdjęciami oraz ogromnym rozmiarem plików RAW (około 32 MB).

Przykładowe zdjęcia wykonane Samsungiem NX 1000

Do ISO 800 szum jest na tyle akceptowalny, że po usunięciu go w postprodukcji można otrzymać ładny obrazek - degradacja jakości zaczyna się od ISO1600. Narzekać nie można też na ostrość, choć autofocus mógłby być szybszy - ale to bolączka aparatów z ostrzeniem metodą kontrastu. Gdy już zrobi się zdjęcie, w mgnieniu oka zostanie ono zapisane na karcie pamięci. Dotyczy do jednak tylko JPG-ów, na RAW-y trzeba poczekać nieco dłużej.

Pamiętać trzeba, że w NX1000 brakuje stabilizacji, zarówno w obiektywie jak i body. Przy świetle dziennym nie stanowi to problemu. Do fotografii robionych po zachodzie słońca lub w ciemnych pomieszczeniach warto rozważyć inny obiektyw lub użycie statywu.

Dużą zaletą Samsunga jest za to szybkostrzelność. Producent deklaruje 8 klatek na sekundę, co trudno sprawdzić, ale tempo rzeczywiście robi wrażenie. Po wykonaniu takiej serii musimy uzbroić się w cierpliwość, ponieważ aparat zostaje zablokowany na dobrych kilka sekund, aż wszystkie zdjęcia zostaną zapisane na karcie pamięci.

Dołączona do zestawu lampa błyskowa jest przeciętna - bez własnych ustawień aparatu, zdjęcia z włączonym fleszem będą wyglądać jak te robione najprostszą cyfrówką. Przy kiepskim świetle lampę wspomagać ma dioda podświetlająca autofocus. W praktyce nie umożliwia ona ostrzenia po ciemku, nawet jeśli obiekt znajduje się niedaleko od aparatu - po prostu świeci za słabo. Testowany Samsung ma też możliwość nagrywania filmów w jakości Full HD - filmy są przyzwoite (jak na aparat), ale warto pomyśleć o użyciu statywu lub obiektywu ze stabilizacją.

Werdykt

NX1000 na pewno nie utrudnia robienia zdjęć. Za niewiele ponad 1000 zł otrzymuje się aparat z dużą matrycą oraz obiektywem i lampą błyskową, które początkującemu amatorowi fotografii sprawią dużo frajdy. Bardziej wymagający użytkownicy z pewnością wybiorą coś z jaśniejszym i szybciej ostrzącym obiektywem, tudzież lepszą lampą błyskową. A że sama lampa może kosztować więcej niż podstawowy zestaw NX1000 to już temat na inny artykuł…

Produkt redaktorowi dostarczył producent - firma Samsung.

+ Plusy

  • - duża matryca
  • - dobra jakość zdjęć do ISO 800
  • - atrakcyjny wygląd
  • - wielofunkcyjny pierścień
  • - szybkostrzelność (możliwość zapisania serii zdjęć)
  • - nagrywanie filmów Full HD

- Minusy

  • - problemy z łapaniem ostrości
  • - przeciętny wyświetlacz
  • - brak wizjera
  • - niewykorzystany potencjał łączności bezprzewodowej